Cierpienie

Pojęcie cierpienia jest nierozerwalne z psychologią i psychoterapią. Najczęściej odwiedzamy psychologa właśnie dlatego, że cierpimy i nie potrafimy sobie z tym sami poradzić, albo kiedy nasze życie jest satysfakcjonujące i chcemy w pewnym sensie zabezpieczyć się przed ewentualnym cierpieniem w przyszłości. Każde problemy emocjonalne, osobowościowe, zawodowe, rodzinne zawsze idą w parze z cierpieniem, ale człowiek w swej naturze zawsze będzie dążył do poczucia szczęścia. Uciekamy przed smutkiem, tęsknimy za radością, odpoczywamy, by poczuć komfort, podejmujemy różne czynności, by polepszyć sobie humor, bierzemy lek, żeby zlikwidować ból – w każdym z tych przypadków dążymy do czegoś co ogólnie określamy jako pozytywne i przyjemne.


Na drodze do osiągania szczęścia posiłkujemy się różnymi sposobami i metodami mniej lub bardziej sprawdzonymi. I póki te sposoby działają jak należy człowiek wraca do równowagi. Natomiast zdarza się również tak, że te metody są destrukcyjne i przynoszą więcej szkód niż pożytku. Pojawiają się wtedy różnego rodzaju świadome lub mniej świadome lęki, które coraz bardziej zaburzają nasze funkcjonowanie. Oczywiście próbujemy ukryć dyskomfort związany z lękiem, zatuszować, zmniejszyć lub całkowicie go wyeliminować, ale niestety zadziała to tylko na krótką metę. W konsekwencji metaforyczne ziarnko grochu będzie uwierało nawet jeśli przykryjemy się kilkoma tuzinami kocy, materacy czy poduszek. Stworzy się góra przeróżnych przykrych emocji, niesatysfakcjonujących relacji, osobistych porażek, niezadowolenia z siebie, depresji i niechęci do życia. Niektórych kocy czy poduszek nie będziemy w stanie nawet sami nazwać. Wszystkie one stają się problemami, z którymi chcemy walczyć, i których chcemy się pozbyć. Zaczynamy szukać pomocy – w rodzinie, u przyjaciół, w literaturze lub u psychologa.


W procesie terapeutycznym zaczynamy się zastanawiać jak pozbyć się poduszek aby dotrzeć do ziarnka i się go pozbyć. Bądź jeśli się nie da - co zrobić, by zmniejszyć do minimum własny dyskomfort. Doświadczenie w pracy z moimi pacjentami pozwala mi na wyodrębnienie czterech głównych kategorii „ziarenek grochu”, które są źródłem cierpienia. Są nimi kolejno lęk przed śmiercią, potrzeba wolności w budowaniu własnego życia, problem nieuniknionej egzystencjalnej osobności oraz brak poczucia sensu życia.


Lęk przed śmiercią rozumiem nie tylko jako obawę przed śmiercią fizyczną, czyli ustaniem pracy mózgu i czynności życiowych, ale również jako stratę ważnych dla człowieka zasobów. Zasoby w tym rozumieniu mogą być różne – można utracić pracę, relacje z przyjacielem, własną młodość, poczucie własnej wartości, poczucie bezpieczeństwa czy stabilności. Nawet tak proste jak utrata własnego zdania lub możliwości realizacji marzeń powoduje pojawienie się emocji podobnych do fizycznej śmierci kogoś z naszego bliskiego otoczenia. Cierpimy tracąc wiarę w Boga, zdrowie czy nawet tracąc radość z życia w pogłębiającej się depresji. Każda utrata czy śmierć jest związana z cierpieniem.


Potrzeba wolności w budowaniu własnego życia to nic innego jak chęć decydowania o sobie i realizacja tych decyzji w sposób dla nas idealny, najlepiej bez ograniczających zasad życia czy funkcjonowania świata. Niestety zbudowanie własnego życia bez brania po uwagę otaczających nas praw natury, można powiedzieć - jak w bajce – jest niemożliwe. Zdając sobie sprawę z tego ograniczenia chcielibyśmy, żeby chociaż żeby świat, w którym przyszło nam żyć był przewidywalną, uporządkowaną strukturą, dzięki czemu pod stopami będziemy czuli stabilny grunt. Ale to niestety również nie jest nam dane. Chcąc być wolni w kształtowaniu naszego życia musimy zmierzyć się z lękiem związanym z niestabilnością i nieprzewidywalnością życia. Ten lęk często hamuje ludzi przed doświadczaniem swojej egzystencji, a innych zmusza do udawania, że nie go nie ma, a jak już wiemy - położenie kolejnej poduszki na ziarnko grochu nic nie zmienia.


Egzystencjalną osobnością nazywam nieprzekraczalną odległość pomiędzy ja a innymi, która istnieje nawet w głębokiej, satysfakcjonującej relacji. Wiąże się z tym, że każde, nieważne jak precyzyjnie opowiedziane doświadczenie będzie tylko obrazem, który zobaczy druga osoba. Nasze emocje i myśli nie mogą być tak samo doświadczane przez innego człowieka. One zawsze będą tylko nasze i ten fakt będzie stanowił barierę. Sfrustrowana potrzeba zrozumienia nas przez innego człowieka powoduje pojawienie się poczucie samotności. Nigdy nie będziemy dostatecznie blisko w relacji z kimś, nigdy nie będziemy dostatecznie dobrze zrozumiani, zawsze będziemy mieć poczucie, że w naszym najgłębszym odczuciu egzystencji będziemy sami. Przykrywając to ziarenko uciekamy od innych budując mechanizmy wyparcia, egoizmu, przesadnego optymizmu albo uciekamy od siebie samego poprzez zachowania narcystyczne, uzależnienia, depresję, natręctwa, czy samopoświęcenie i stopienie się z innymi.


Po co więc żyć? I jak żyć, jeśli tyle już straciłem i jeszcze więcej mogę stracić? Po co żyć, jeśli nie mogę żyć tak jak chce, a każde działanie kształtujące moje życie wg mojego planu związane jest z ryzykiem, że się nie uda? Jak jest sens istnienia jeśli mam przechodzić przez życie, rodzić się i umierać sam? To ziarenko grochu wydaje się być największe. Człowiek, który na swojej drodze życia napotyka kryzys, sytuację potencjalnie bez wyjścia, moment silnego załamania, zauważając przed sobą tabliczki z tymi pytaniami może łatwo zawrócić z drogi albo zrezygnować z dalszej podróży. O sensie sensu życia nie trzeba wiele mówić. Każdy z nas wie, jak ważny jest cel przed oczami albo chociażby wartości, według których możemy żyć. Wszystko to, co jest fundamentem życia może stać się równocześnie bardzo ulotne. Utrata sensu jest jak utrata życia – nie w rozumieniu fizycznym. „Mam poczucie, że nie żyje w moim ciele. Ja i ciało to dwie różne rzeczy”. „Oddycham i nic więcej. Nic nie czuje. Żadnych emocji. Tak jakbym umarł”. „Ja jadę jednym torem, a moje życie innym”. To słowa ludzi, którzy na pewnym etapie życia utracili jego sens.


W terapii psycholog stara się odkryć czym jest ziarenko, które tak uwiera. Pomaga je zrozumieć, pokochać, zaakceptować, niekiedy wyeliminować, a najważniejsze – pomaga znaleźć sposób radzenia sobie z nim tak, aby zredukować do minimum dyskomfort psychiczny, a tym samym umożliwić powrót do radosnego i pełnego satysfakcji życia.